Reklama

Doczekać wyzwolenia

2019-01-23 11:50

Agnieszka Iwaszek
Edycja rzeszowska 4/2019, str. IV

Bożena Sztajner/Niedziela
Auschwitz

Z każdym rokiem ubywa osób, które przeżyły uwięzienie w niemieckich nazistowskich obozach koncentracyjnych. Do wieczności odchodzą ocaleni z piekła na ziemi, męczennicy Golgoty Zachodu, bezsilni świadkowie Holocaustu, który dokonywał się na ich oczach. Przetrwali, choć w myśl niemieckich zbrodniarzy droga do wolności prowadzić miała tylko przez komin krematoriów. Przetrwali, by świat w ich oczach, słowach, ranach usłyszał i zobaczył wołanie milionów twarzy dzieci, kobiet i mężczyzn unicestwionych w niemieckich miejscach kaźni. Wzywali i wciąż wołają cichym głosem ofiar, by pamiętać!

W polskim kalendarzu rocznic i wydarzeń historycznych są dwa szczególne dni poświęcone pamięci obozów koncentracyjnych. Pierwszym z nich jest 14 czerwca – Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Niemieckich Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych – ustanowiony przez Sejm RP w 2006 r. na pamiątkę deportacji pierwszego transportu więźniów do KL Auschwitz. Drugi zainicjowany rok wcześniej przez ONZ jako Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holocaustu. Znamienne, że obchodzimy go co roku 27 stycznia w rocznicę wyzwolenia KL Auschwitz – niemieckiego obozu na skrawku polskiej ziemi ogrodzonej drutem kolczastym i żelazną bramą z wymownym napisem: „Arbeit macht frei”, z której niemieccy naziści uczynili największy cmentarz świata. Z nim utożsamia się historia eksterminacji ludności żydowskiej i największego w świecie ludobójstwa, w nim też koncentruje się wspólna pamięć Polski, Europy i świata o ofiarach obozów koncentracyjnych.

Ucieczka od wolności

Taki tytuł nosi nie tylko książka Ericha Fromma opisująca m.in. psychologiczne i społeczne aspekty przejęcia władzy i rządów Hitlera w Trzeciej Rzeszy. To także metafora procesu historycznego, którego doświadczali więźniowie niemieckich obozów na tygodnie czy miesiące przed faktycznym ich wyzwoleniem. Bowiem przymusowa ewakuacja zarządzana była przez komendantury w tych obozach, które znajdowały się najbliżej obszarów przyfrontowych działań wojennych drugiej wojny światowej. Paradoksalnie więc więźniowie będący u kresu niewoli zmuszeni byli uciekać w esesmańskich konwojach przed zwycięskimi armiami wyzwolicieli. Najwcześniej proces ten rozpoczął się w niemieckich obozach rozsianych na terenie okupowanych ziem polskich, na które front wschodni dotarł latem 1944 r. Od tego czasu rozpoczęły się masowe ewakuacje więźniów, które tylko w przypadku KL Auschwitz objęły 100 tys. ludzi. W dniu wyzwolenia obozu przez Armię Czerwoną, 27 stycznia 1945 r., na jego terenie znajdowało się ok. 7 tys. wycieńczonych ludzi, przeważnie „muzułmanów”, jak w nazewnictwie obozowym określano żyjące ludzkie szkielety bez świadomości i żadnej nadziei, którzy niezdolni i niezdatni byli do ewakuacji i dalszej eksploatacji w obozach funkcjonujących w głębi faszystowskiej Rzeszy.

Reklama

Przeżyli, by zginąć

To kolejny paradoks męczeńskiego losu więźniów niemieckich lagrów. Wielu z nich, zmagając się przez długie miesiące z gehenną codziennego życia w głodzie, ponadludzkiej pracy, ustawicznym lęku, bezsilności i udręce, wytrwało w straszliwych warunkach obozowego piekła. Jednym z nich był Stanisław Barański, nr 132, pochodzący z Dynowa student i więzień pierwszego transportu do Auschwitz. W obozie należał do Związku Organizacji Wojskowej stworzonego przez rtm. Witolda Pileckiego i zrzeszającego około 800 kacetowców, których celem było zbieranie informacji wywiadowczych o sytuacji więźniów i stawianie oporu oprawcom. Z ich działania, odwagi i próby walki o ratunek i pomoc cywilizowanego świata powstały Raporty Pileckiego, przesyłane przezeń do KG AK i zawierające bodaj najważniejsze świadectwo prawdy o zagładzie ludności żydowskiej i ludobójstwie za drutami obozu. Do organizacji należał także inny zesłaniec z rzeszowskiej czterdziestki więźniów wywiezionych w pierwszej deportacji – Karol Karp, nr 626 – zapomniany rzeszowski bohater, który zginął 11 października 1943 r. rozstrzelany pod Ścianą Straceń jako jeden z 54 zdekonspirowanych członków ZOW. Stanisław Barański, przeżywszy pięć lat w Auschwitz, został ewakuowany do KL Neuengamme. Zginął 3 maja 1945 r., na pięć dni przed zakończeniem wojny w Europie, zatopiony wraz z blisko siedmioma tysiącami więźniów na tzw. statkach śmierci przez wojska alianckie.

Jeśli ci umilkną...

Przestają być słyszalne głosy prawdziwych świadków zagłady. W Rzeszowie nie spotkamy już Zbigniewa Bendkowskiego, Tadeusza Imiołka, Kazimierza Pisarka, Aleksandra Szymańskiego czy Stanisława Szpunara, by wymienić zaledwie kilku z licznego grona ocalałych z KL Auschwitz. Trudno też o oryginalne dokumenty czy zdjęcia z Auschwitz, gdyż te w dużej mierze zostały zniszczone przez Niemców podczas ewakuacji obozu. W Rzeszowie żyje już tylko sześcioro bezpośrednich świadków zagłady niemieckiego ludobójstwa. Gdy więc wszyscy umilkną, zostaną poobozowe mury, podziemne sztolnie, białe od ludzkiego popiołu jeziora jak w Ravensbrück oraz nasza pamięć i świadectwo ofiar, które nam przekazali ku przestrodze i w trosce, by nigdy się nie powtórzyła!

Tagi:
Oświęcim obóz koncentracyjny

Dzieciństwo za drutami obozu

2019-01-16 11:11


Edycja toruńska 3/2019, str. VI

Z Krystyna Jabłońską o dzieciństwie za drutami obozu rozmawia Zenon Zaremba

Ks. Paweł Borowski
Cmentarz ofiar hitlerowskiego obozu w Potulicach

Zenon Zaremba: – Co pozostało Pani w pamięci z tamtych lat?

Krystyna Jabłońska: – Urodziłam się w lipcu 1938 r. Byłam więc małym dzieckiem w chwili napaści wojsk hitlerowskich na Polskę. Moi rodzice mieli gospodarstwo rolne w Kneblowie k. Radzynia Chełmińskiego. Mój ojciec kilkakrotnie odmawiał podpisania przynależności do tzw. II grupy. W listopadzie 1941 r. o północy esesmani wtargnęli do naszego domu z rozkazem natychmiastowego opuszczenia domu. Zaprzęgiem konnym pojechaliśmy z całą grupą mieszkańców tej okolicy do stacji kolejowej w Mełnie, skąd zawieziono naszą rodzinę do obozu w Potulicach, gdzie w miejscowym pałacu hrabiów Potulickich lokowano wszystkich przesiedleńców.

– Jakie warunki egzystencji zastaliście w tym obozie?

– Było tam bardzo ciasno. Spaliśmy na drewnianych pryczach na słomie. Pchły i inne insekty strasznie nam dokuczały. Nie było sanitariatów. Potem przeniesiono nas do baraków drewnianych, przez które padał deszcz i śnieg. Panowały choroby, głód i bród. Baraki budowali obozowicze. Ja, jako trzyletnie dziecko, chorowałam na choroby zakaźne różnego typu. Uratował mnie pokarm mojej kochanej mamy, która w maju 1942 r. urodziła w obozie mojego brata Tadeusza. Była w ciąży w momencie wysiedlenia. Mając 4 lata, na nowo musiałam uczyć się chodzić.

– Czy dzieci w obozie wykonywały również jakieś prace?

– Pamiętam, jak nas wyprowadzano do lasu pod nadzorem kapo i psa. Musieliśmy klęczeć gołymi kolanami na szyszkach, które okaleczały nasze dziecięce nogi. Starsze dzieci chodziły do pracy. Zbierały pokrzywy na obiad, kamienie, nosiły drzewo budowlane od kanału bydgoskiego. Byliśmy niedożywieni, słabi, dlatego śmiertelność dzieci w obozie była bardzo duża. Choroba głodowa atakowała wszystkie tkanki organizmu. Wszystkie dzieci cierpiały na głęboką depresję w wyniku zastraszania, bicia, beznadziei. Codziennie ktoś umierał z głodu i z pobicia. Widziałam, jak codziennie rano wynoszono na ręcznych wózkach martwe ciała zamordowanych ludzi. Ciała były nagie i mocno posinione. Jedną z form umęczenia więźniów były spisy kontrolne na placu apelowym. Staliśmy w śniegu po pas, zziębnięci i kaszlący. Moi rodzice na zmianę trzymali na rękach mnie i małego Tadeusza. Jedna z kobiet miała pięcioro dzieci. Kładła je na rozwiniętym kocyku na śniegu. Rano wszystkie jej dzieci zmarły.

– Słyszałem, że Niemcy wysyłali więźniów z Potulic do pracy w Niemczech?

– Tak, to prawda. W jednym z transportów znalazła się moja mama. Miałam wówczas 6 lat, a mój braciszek 2 latka. Pamiętam do dziś te samochody, które wyjeżdżały z Potulic w nieznanym kierunku. Ze łzami w oczach i krzykiem patrzyliśmy bezradnie na te chwile rozstania. Były to gorzkie chwile pożegnań. W sierpniu 1944 r. Niemcy czuli smak niepowodzenia i nadchodzącej klęski. Wydawali rozkazy zwalniania dzieci z obozu. Mój ojciec nie miał żadnego kontaktu z rodziną. Nie wiedział o losie najbliższych. Przygarnęła mnie i mojego brata Tadeusza polska rodzina. Była to pani Woźnicka z Nakła, która miała 3 dorosłych dzieci. Było nam u nich przytulnie i czuliśmy się bezpiecznie. Mój ojciec był w obozie do końca. Nie odnalazł nas. Pojechał do domu sam. Był już 12 km od domu k. Kneblowa, ale w Wąbrzeźnie został ujęty w łapance czerwonoarmistów i wraz z innymi Polakami został przewieziony transportem kolejowym do Charkowa, gdzie został osadzony w łagrze. Myśleliśmy, że mój ojciec zginął, ale Bóg chciał inaczej i po ucieczce wrócił do Polski, do rodziny.

– Kto was odnalazł?

– Mnie i mojego brata Tadeusza odnalazła ciocia i zabrała nas do dziadka, który mieszkał w Rogóźnie. Moja mama, która jako więźniarka była zatrudniona w Niemczech w fabryce samolotów, wróciła do domu pod koniec lipca 1945 r. do wsi Kneblowo. Od Wrocławia do domu rodzinnego szła pieszo. Zamieszkaliśmy w naszym zburzonym i okradzionym domu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Oko na gender

2019-03-20 11:54

Niedziela TV

W redakcji Tygodnika Katolickiego "Niedziela" gościł ks. dr hab. Dariusz Oko. Zdaniem księdza, gender, homoseksualizm to problemy, o których trzeba mówić, ponieważ przyzwolenie na szerzenie poglądów o ''kulturowej płci'' jest szkodliwe i nie może być zgody na proceder oswajania tego typu wynaturzeń; natomiast jak najbardziej zachowujemy szacunek w stosunku do osób homoseksualnych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Adoracja przy Oknie Życia - w niedzielę początek „Warszawskiego Jerycha”

2019-03-21 13:29

Biuro Prasowe Archidiecezji Warszawskiej / Warszawa (KAI)

Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Archidiecezji Warszawskiej po raz dziewiąty organizuje "Warszawskie Jerycho". Będzie to tygodniowa, nieustająca modlitwa przed Najświętszym Sakramentem w intencji ochrony życia człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci.

Krzysztof Świderski

Adoracja odbywa się w kaplicy Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi przy ul. Hożej 53 w Warszawie. Mogą w niej brać udział osoby indywidualne oraz grupy, wspólnoty i stowarzyszenia. Warszawskie Jerycho zostanie zainaugurowanie 24 marca Mszą św. o godz. 16.00.

Siostry Franciszkanki Rodziny Maryi od ponad 10 lat opiekują się Oknem Życia, które istnieje przy ich klasztorze na Hożej. Poświęcił je 6 grudnia 2008 r. abp Kazimierz Nycz. Było to wówczas drugie w Polsce takie miejsce. Uratowano dzięki niemu już szesnaścioro dzieci.

Okno Życia to miejsce, w którym anonimowo i bezpiecznie można pozostawić niemowlę, gdy z różnych powodów matka i ojciec nie mogą podjąć się jego wychowania. Dziecko przekazywane jest do szpitala. Po zbadaniu jego stanu zdrowia rozpoczyna się procedura adopcyjna.

"Warszawskie Jerycho" organizowane jest corocznie w tygodniu poprzedzającym Dzień Świętości Życia obchodzony w Kościele w uroczystość Zwiastowania Pańskiego 25 marca. Inicjatywa modlitewna poprzedza organizowany przez obie warszawskie diecezje Marsz Świętości Życia, który w tym roku odbędzie się po raz czternasty w niedzielę 7 kwietnia.

Szczegóły i informacje o dyżurach podczas nieustającej modlitwy można znaleźć na stronie internetowej: http://www.warszawa.ksm.org.pl/jerycho/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem