Reklama

Akcja dom

Czar starych kapliczek...

2018-05-23 10:54

Arkadiusz Bednarczyk
Edycja rzeszowska 21/2018, str. IV

Arkadiusz Bednarczyk
Z lewej: kapliczka w Głogowie Małopolskim Z prawej: jedna z najstarszych kapliczek w Rzeszowie na cmentarzu w Staromieściu

Kapliczki i przydrożne świątki są dziedzictwem naszej historii. Stawiali je już nasi przodkowie. Są niemym, ale jakże wymownym świadectwem przeszłości, którą także dzięki nim możemy poznawać i uczyć się. Z każdą taką kapliczką wiążą się ciekawe legendy i opowiadania. Najczęściej w miejscach, w których stawiano krzyż lub kaplicę, działo się coś bardzo ważnego i niezwykłego dla ówczesnych ludzi. A w maju ludzie gromadzili się przy nich, śpiewając pieśni na cześć Matki Bożej

Prawdopodobnie słowo „kapliczka” wywodzi się od łacińskiego wyrazu cappa – płaszcz. Jak wiemy, płaszcz św. Marcina, biskupa z Tours, przywdziewali podczas koronacji monarchowie francuscy, których miał chronić. Płaszcz ten był przechowywany wewnątrz specjalnego, niewielkiego kultowego budynku o charakterystycznych kształtach. Budowlę tę zwano kaplicą, a opiekunów płaszcza – kapelanami. Przydrożne kapliczki stawiano już ponoć w czwartym stuleciu...

Cudowne ocalenie

Przy drodze w kierunku na Sokołów Młp., tuż przed kompleksem leśnym w miejscowości Czarna koło Łańcuta, usytuowano na wysepce małego stawu kapliczkę o niezwykłej historii. W miejscu tym, gdzie dzisiaj stoi kapliczka, miała znajdować się kiedyś karczma, a o wodzie nikt nawet nie słyszał. W tej wiejskiej karczmie odbywały się huczne zabawy i weseliska. Ludzie tańczyli i pili gorzałkę dniami i nocami. Wiejskie dziewuchy piszczały podszczypywane przez rozochoconych kawalerów. Zapominano tutaj o problemach dnia codziennego. Pewnego razu przed karczmą przechodził miejscowy pleban z komunikantem, spiesząc do chorego. Jedynym członkiem orkiestry, który wyszedł przed próg karczmy pokłonić się Najświętszemu Sakramentowi, był cymbalista z orkiestry. Inne wersje mówią, że osobą tą był pan młody... Wówczas gwałtowna fala zalała to miejsce, oszczędzając tylko osobę oddającą hołd Najświętszej Komunii. Cała karczma wraz z rozhulanymi gośćmi znalazła się pod wodą. Nikt poza tą jedną osobą nie ocalał. Ta niezwykła kapliczka powstała prawdopodobnie przed 1848 r. (niektóre źródła wspominają o 1875 r. – jako dacie wystawienia kapliczki). Jej fundatorem mógł być jakiś znaczny gospodarz, może sołtys wioski. Kapliczka stoi na planie kwadratu na środku wysepki. Kryje ją czterospadowy dach, na zewnątrz jest bielona. Kiedyś wewnątrz stała figura św. Jana Nepomucena. Lecz w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku świętokradzka ręka złodzieja sięgnęła po ten zabytek kultury ludowej. Obecnie umieszczono tu obraz i figurę Matki Bożej.

Tu spłonęła czarownica

W siedemnastowiecznej Polsce głośne były procesy o tzw. czary, które rozstrzygały sądy grodzkie i miejskie, pełne ciemnych i fanatycznych ławników. Bogu ducha winne kobiety podejrzane najczęściej o praktyki znachorskie łapano, golono im głowy (wierzono, iż we włosach zatrzymują się siły nieczyste), topiono w wodzie, obserwując, czy woda przyjmie niewinną, czy też wyrzuci na powierzchnię parającą się czarami (o co przy ówczesnych strojach kobiecych nie było trudno). Wówczas też odbył się w Leżajsku sąd wójtowski nad niejaką Mielczarkową, którą oskarżono o rzucanie na ludzi uroków, a także wiele innych równie absurdalnych wyroków. Za nieszczęsną kobietą próbowali wstawić się nawet leżajscy bożogrobcy i ojcowie bernardyni, interweniował nawet sam starosta leżajski Łukasz Opaliński, który zakazał wykonania wyroku, ale ponoć jego polecenie nie dotarło na czas. Dzisiaj miejsce, na którym miano spalić nieszczęsną Mielczarkową, upamiętnia kapliczka (przy ul. Mickiewicza).

Reklama

O skutkach nadużywania okowity...

Przy ul. Wioślarskiej, w pobliżu Wisłoka, znajduje się stary kamienny krzyż. Od wielu lat przejeżdżałem tędy i intrygowało mnie, dlaczego w tym miejscu postawił ktoś kamienny krzyż. Co takiego musiało się wydarzyć, że postanowiono upamiętnić to miejsce kapliczką? Swego czasu zaprzyjaźniona osoba z tych okolic opowiedziała mi, iż podobno doszło w tym miejscu do nieszczęścia i jeden z gospodarzy utopił się. Po latach dowiedziałem się, że istotnie doszło tu do nieszczęśliwego wypadku: po suto zakrapianym spotkaniu u znajomego na Pobitnie wracał tędy jakiś chłop z pobliskiej Przybyszówki. Było już ciemno, więc pomylił drogę i wpadł do rzeki. Konie utonęły, on ocalał. O wydarzeniu tym pisze również Franciszek Szypuła, który zebrał podania dotyczące kapliczek w broszurze „Staromiejskie kapliczki, krzyże i figury.” Z tym, iż podaje rok wystawienia kapliczki jako 1863, zaś ja w ewidencji zabytków nieruchomych Urzędu Miasta Rzeszowa znalazłem rok 1868. W każdym razie – możemy spokojnie przyjąć, iż kapliczkę tę postawiono w latach sześćdziesiątych XIX stulecia.

Jedna z najstarszych na Podkarpaciu

U wylotu zaś staromiejskiego cmentarza znajduje się prawdziwa perełka architektury. Jest to murowana kapliczka pochodząca z osiemnastego, a może nawet końca siedemnastego wieku. Ktoś, kto postawił tę kapliczkę, chciał zapewne zaznaczyć, iż miejsce to przeznaczono pod cmentarz. Dzisiaj nie zachowało się jej wyposażenie, to, które znajdziemy, jest nowe (krucyfiks, Matka Boża itp.), ale struktura ma ponad dwieście lat z okładem (z tego okresu na całym Podkarpaciu zachowało się naprawdę niewiele kapliczek). Należy jeszcze wspomnieć, iż nowsze kapliczki znajdują się przy kościele, przychodni, przy Staromiejskiej, tzw. czarny krzyż itp.

Tagi:
kapliczka

Kapliczka – świadek niepodległości

2018-04-25 11:32

Marian Salwik
Edycja rzeszowska 17/2018, str. VI

Na posesji Stefana Lubery z Cmolasu znajduje się niewielka, prawie stuletnia kapliczka. Jej losy dobrze obrazują szczerą wiarę oraz cmolaską i szerzej – polską religijność. Może są także przyczynkiem do zrozumienia fenomenu, że w 1918 r., po 123 latach zaborczej niewoli, Polska – zawsze wierna Chrystusowi – znowu wybiła się na niepodległość

Marian Salwik
Kapliczka na posesji Stefana Lubery z Cmolasu

Wszystko zaczęło się od dziadka p. Stefana, urodzonego w 1880 r. w Cmolasie Jana Lubery. Jak na przełom XIX i XX wieku był gospodarzem co się zowie. Miał ponad 10-hektarowe gospodarstwo. Razem z żoną Marią doczekali się ośmiorga dzieci: Franka, Anieli, Mili, Stefy, Ludwika, Bronka, Hanki i Staszka, z których troje zmarło, w tym jedna trzymiesięczna córka na rękach matki, gdy Jan był już na froncie I wojny światowej. Maria została wtedy sama z gromadką dzieci. Najmłodszym z nich był Stanisław, urodzony w 1926 r. ojciec Stefana.

Gdy w 1918 r. Jan Lubera wrócił z wojny, postanowił – w podzięce za uratowanie życia i szczęśliwy powrót do domu – ufundować kapliczkę i umieścić ją nieopodal swojego dobytku. Była to kapliczka drewniana, z daszkiem metalowym i szklaną szybką, zawieszona na drzewie, już wtedy dość wiekowej już olszynie. W środku znalazła się figurka Matki Boskiej z dwoma aniołkami. Dokładna data powstania kapliczki nie jest znana.

Z biegiem lat drzewo rozrosło się, ale też niszczało pod wpływem warunków atmosferycznych i szkodników. Tak osłabione zaczęło być groźne i dla ludzi, i dla wysoko zawieszonej kapliczki. Szczególnie mocno to zagrożenie ujawniło się w lecie 2011 r., gdy na przełomie sierpnia i września potężna wichura nadłamała konar, na którym wisiała kapliczka. Po sporych perypetiach udało się ów nadłamany konar z kapliczką prowizorycznie zabezpieczyć.

Jest taka tradycja, wierzenie, że nie przenosi się kapliczki w inne miejsce. Dlatego cmolaska kapliczka wróciła na pień drzewa, na którym zostały jeszcze dwie zdrowe gałęzie. Właściciel posesji, wspomniany p. Stefan, chciał, żeby to drzewo i ta kapliczka trwały jak najdłużej – na chwałę Boga, ku czci Maryi oraz ku pamięci fundatora i całej rodziny Luberów.

Jednak czas robił swoje, leśniczy orzekł, że dla osłabionej już olchy nie ma ratunku. Chcąc ratować kapliczkę, p. Stefan postanowił ją przenieść na wzniesiony tuż obok obumierającej olchy, betonowy filar. Rekonstrukcji i renowacji samej kapliczki, wykonanej z drewna dębowego, podjął się Edward Łagoda z Cmolasu. Filar jest zadaszony, podobnie jak kapliczka, a ponadto zwieńczony krzyżem.

O kapliczce nie zapominają właściciele posesji i okoliczni mieszkańcy. Dwa razy do roku jest ona szczególnie upiększana – czyszczona, malowana, przyozdabiana kwiatami. Na maj i październik robi się wianki z jedliny, które zaplata się dookoła. W maju dzieci, a czasami także ludzie starsi, przychodzą pod kapliczkę na „majówkę” – odmówić Litanię Loretańską i, jak każe tradycja, pomodlić się oraz śpiewać pieśni ku czci Maryi, którą Polska obrała sobie za Królową.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 1/2 2019

Z Krakowa do Panamy – historie uczestników

2019-01-18 10:33

eko / Kraków (KAI)

Pielgrzymi z Polski, w tym z archidiecezji krakowskiej, docierają już do Panamy. Są wśród nich wspólnoty parafialne, duszpasterstwa akademickie, kapłani oraz członkowie komitetu organizacyjnego ŚDM Kraków 2016. Młodzi, w których duch ŚDM był bardzo żywy od wydarzeń w Krakowie, nie wyobrażali sobie opuszczenia kolejnego spotkania z Ojcem Świętym.

Karolina Zając | Archidiecezja Krakowska

Panama w prezencie

Sylwester Gaik pracował w komitecie Światowych Dni Młodzieży w Krakowie w sekcji logistyki. Do jego zadań należały m.in. kontakty z poszczególnymi parafiami diecezji, w których przebywać mieli pielgrzymi. Dziś sam jest gościem jednej z panamskich parafii.

- Pamiętam, że kiedy spotkałem uczestników ŚDM, to wszelkie obawy dotyczące strony organizacyjnej uciekły. W powietrzu było gęsto od Ducha Świętego – wspomina Sylwester, który nie planował pielgrzymki do Panamy. Wyjazd otrzymał w urodzinowym prezencie, niecały miesiąc temu. - Moja reakcja na informację o wyjedzie to przede wszystkim szok – przyznaje. Jak sam twierdzi, od czasu ŚDM w Krakowie przyjmował rolę obserwatora, często zastanawiając się jak miewają się ludzie, którzy w Panamie robią to, co on robił w Polsce 2,5 roku wcześniej. - Nie myślałem o sobie jako o uczestniku mających nadejść wydarzeń. Cieszyłem się, że kiedyś mogłem współtworzyć takie dzieło, które dalej trwa w Kościele – podkreśla.

Sylwester dość szybko musiał nadrobić szczepienia i pakowanie, do których inni przygotowali się miesiącami. – Jestem wdzięczny Panu Bogu i ludziom za to, co mi ofiarowali i jakie świadectwo tym uczynkiem dali – wyznaje. Mimo szybkiego przebiegu wydarzeń wie, ze jedzie do Panamy z konkretnym calem. - Chcę przeżyć te Światowe Dni Młodzieży jako pielgrzym, bo bardzo chciałbym zobaczyć, jak to spotkanie wygląda nie „od kuchni". Mam także kilka swoich pytań czy kwestii, które chciałbym rozstrzygnąć. Bardzo chcę pomodlić się za wszystkich moich przyjaciół i znajomych, którzy są ze mną na co dzień, a dzięki którym w ogóle mogę być uczestnikiem bezpośrednim tego wydarzenia.

Podróż przedślubna

Anna Jungiewicz i Sebastian Regulski także silnie angażowali się w przygotowania w Krakowie. Sebastian działał na parafii, gdzie goszczono pielgrzymów z Francji, a Ania troszczyła się m.in. o rejestrację wolontariuszy. W maju staną na ślubnym kobiercu i zamiast dać się pokonać przedślubnej gorączce, są już w Kostaryce jako uczestnicy Dni w Diecezji przed ŚDM. - Z jednej strony wyjazd na ŚDM spowodował kumulację naszych zobowiązań organizacyjnych, a z drugiej strony ufamy, że pozwoli nam odpocząć i skupić się na tym, co ważne. Żeby w tym zabieganiu nie zapomnieć o tym, po co to wszystko. A przecież chodzi o miłość – relacjonuje Sebastian. Jego narzeczona przyznaje, że wyjazd był jej pomysłem: "Chciałam, żebyśmy tym razem oboje wyjechali na drugi koniec świata i doświadczyli różnorodności Kościoła, który mimo to jest jeden, w którym wszyscy są braćmi, dziećmi jednego Ojca". Oboje mają nadzieję, że temat ŚDM w Panamie: „Oto ja, służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego” będzie wskazówką na ich wspólną drogę życia. Jak sami twierdzą, chcą „być otwartymi na Boży plan na wzór Maryi”.

Kapłan – uczestnik

Ksiądz Marcin Filar z Rabki jest kapłanem zaledwie kilka miesięcy. Podczas ŚDM w Krakowie jako kleryk służył na sobotnim czuwaniu na Campus Misericordiae. Wspomina, że czuł się wyróżniony, będąc blisko Ojca Świętego podczas Koronki do Bożego Miłosierdzia i jednocześnie widząc z perspektywy ołtarza tłum zebrany na Brzegach. Sam nie wie, kiedy dokładnie zapadła jego decyzja o wyjeździe. W czasie przygotowań do Panamy był współodpowiedzialny za comiesięczne spotkania „Panamskiej 10”, a na co dzień posługuje w myślenickiej parafii. Większość jego obowiązków to duszpasterstwo młodzieżowe i katecheza młodzieży, ale jak sam podkreśla, „wiekiem wciąż jeszcze zalicza się do grona uczestników ŚDM”.

- Oczekuję spotkania Jezusa Chrystusa w doświadczeniu żywego Kościoła i pojedynczych ludzi, za których już się modlę – mówił kapłan przed wyjazdem. Podczas pierwszych dni pobytu w Ameryce Środkowej błogosławił sakrament małżeństwa Martyny i Jakuba - pary pielgrzymów z archidiecezji krakowskiej. - Dzielą nas tysiące kilometrów, kultura, język, mentalność... ale łączą chrzest i Ewangelia, które pokonują te wszystkie bariery. Ufam, że to będzie czas niezwykłych spotkań – wyraził swoje oczekiwania ks. Marcin, bo jak sam zauważa, „ciągle się uczy - od młodych, o młodych i dla młodych”. - Ufam, że ŚDM w Panamie to taki kolejny ważny krok, w którym Pan Bóg kształtuje mnie na duszpasterza – podsumowuje.

W Światowych Dniach Młodzieży w Panamie uczestniczyć będzie ponad 3 tysiące pielgrzymów z Polski. Najliczniejszą grupą są młodzi właśnie z archidiecezji krakowskiej. W spotkaniu z Papieżem Franciszkiem weźmie udział 602 przedstawicieli młodzieży z Krakowa i okolic.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Depo do dziennikarzy: Świadectwo życia dawane na co dzień nie jest naszą sprawą prywatną

2019-01-19 11:48

Ks. Mariusz Frukacz

„Świadectwo życia związane z posłuszeństwem słowu Bożemu, z posłuszeństwem Chrystusowi dawane na co dzień nie jest naszą sprawą prywatną, z której można zrezygnować, ale za którą trzeba będzie wziąć odpowiedzialność wobec Boga za wierność lub niewierność Jego łasce” - mówił 19 stycznia w homilii abp Wacław Depo. Metropolita częstochowski i przewodniczący Rady ds. Środków Społecznego Przekazu KEP, w Kaplicy Matki Bożej na Jasnej Górze przewodniczył Mszy św. w intencji ludzi mediów. Eucharystia połączona była również z Ogólnopolską Pielgrzymką Hospicjów.

Bożena Sztajner/Niedziela
Zobacz zdjęcia: Msza św. w intencji dziennikarzy na Jasnej Górze

Na Mszy św. zgromadzili się pracownicy częstochowskich i regionu śląskiego środków społecznego przekazu, m.in. z tygodnika „Niedziela”, Radia Fiat, Radia Jasna Góra, Radia Katowice, Biura Prasowego Jasnej Góry, TVP, TV Niedzieli oraz pracownicy polskich hospicjów.

Abp Depo w homilii nawiązując do czytań mszalnych podkreślił, że „mają one formę dialogu, który rozgrywa się pomiędzy Bogiem a konkretnym człowiekiem” - Bardzo mocno brzmią słowa autora listu do Hebrajczyków, że słowo Boga, które On kieruje do konkretnego człowieka jest przenikające aż do szpiku kości, rozsądzające pomiędzy prawdą a kłamstwem w sumieniu – mówił abp Depo.

Metropolita częstochowski wskazał na tajemnice powołania Mateusza - Jezus ujrzał Lewiego, syna Alfeusza, siedzącego na komorze celnej i wezwał go prostym słowem: „Pójdź za Mną!” Trzeba było mieć niesamowitą wiarę, żeby na wezwanie nieznajomego Jezusa natychmiast wstać i podjąć decyzję pójścia za Nim – podkreślił arcybiskup.

Abp Depo nawiązał również do obrazu pt. „Powołanie św. Mateusza” włoskiego artysty barokowego Caravaggio. - Na obrazie są dwaj bohaterowie owej komory celnej, Jezus i Mateusz. Jezus wskazującym palcem, za którym idzie światło w stronę Mateusza powołuje go. A on zupełnie inny od tych, którzy przeliczają pieniądze patrząc się w Jezusa skierowuje palce swoje do wnętrza. Tak, jakby chciał zapytać, czy to o mnie chodzi? I to zdumienie sprawiło, że wstał i poszedł za Jezusem – zaznaczył arcybiskup

- Na kartach Starego i Nowego Testamentu spotykamy wiele miejsc tej ufnej wiary, ale i odwagi człowieka, aby stawić czoło nieznanym próbom i niebezpieczeństwom, które z danego konkretnego powołania pochodzą – kontynuował abp Depo.

- Jesteśmy współuczestnikami dróg Kościoła w posłudze następców św. Piotra. Św. Jan Paweł II wskazywał na Jezusa Chrystusa, Jedynego Pośrednika. Benedykt XVI wskazywał na prymat Boga w życiu ludzi. A papież Franciszek skupia się na tajemnicy miłosierdzia wobec człowieka potrzebującego. To bardzo mocne powiązane ze sobą drogi Kościoła, dopełniające się i wskazujące zadania – podkreślił abp Depo.

Zgromadzonym na Mszy św. dziennikarzom i pracownikom hospicjów metropolita częstochowski przypomniał słowa, które św. Jan Paweł II wypowiedział w 2002 r. do młodzieży w Toronto: „Nie jesteśmy sumą naszych słabości i błędów; jesteśmy sumą miłości Ojca do nas i naszej realnej zdolności stania się obrazem Jego Syna. «Duch świata» oferuje rozmaite złudzenia, liczne namiastki szczęścia. Największa iluzja, źródło najpoważniejszego nieszczęścia, to złudzenie, że znajdzie się życie obywając się bez Boga, że osiągnie się wolność, wykluczając prawdy moralne i osobistą odpowiedzialność” – mówił wówczas św. Jan Paweł II.

- Te słowa wracają dzisiaj do nas i wołają o wierność łasce – zakończył arcybiskup.

Msza św. w intencji ludzi mediów odbyła się w związku ze świętem ich patrona św. Franciszka Salezego. Wydarzenie było przeżywane również w duchu hasła na 53. Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu, które brzmi: "« Wszyscy tworzymy jedno» (Ef 4, 25). Od społeczności sieciowej do wspólnot ludzkich".

Organizatorem spotkania modlitewnego był Referat Środków Społecznego Przekazu Archidiecezji Częstochowskiej.

Ks. Mariusz Frukacz

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem